Pamiętam, gdy ćwierć wieku temu, w moim zamkniętym pokoju podczas sesji któregoś odcinka Hell's Kitchen na łamach starej dobrej Vivy Rock, wyobrażałem sobie, że mógłbym zaśpiewać utwór w duecie z Kryśką Scabbią. W zasadzie to wyobrażałem sobie, że mógłbym z nią robić więcej. Mój stary pokomunistyczny Unimor rozgrzewał się do czerwoności, siwy dym z niego leciał mocniej, niż ze śląskich kopalni, a ściany trzeszczały bardziej, niż ruska pralka moich rodziców. Włoska kapela Lacuna Coil dopiero wchodziła wtedy na rynek z pierwszymi albumami w dyskografii.
Zespół osadzony gdzieś pomiędzy rockiem, gotykiem i nowym metalem szybko zdobył popularność właśnie ze względu na piękną Kryśkę, którą w partiach wokalnych wspierał jej regularny przydupas Andrea Ferro. Głowy nie urywało, brzmiało dziwnie, ale miało swój urok. Zresztą jak wszystko w czasach, gdy Hell's Kitchen nie kojarzył się jeszcze z wysublimowaną potrawką z ptaka złapanego nad pięknym jeziorem, ozdobionego bażancim piórem i polanego czosnkowym beszamelem. Dlaczego o tym mówię? Ano, Lacuna Coil właśnie wydała dziesiąty album studyjny zatytułowany "Sleepless Empire".
Zespół osadzony gdzieś pomiędzy rockiem, gotykiem i nowym metalem szybko zdobył popularność właśnie ze względu na piękną Kryśkę, którą w partiach wokalnych wspierał jej regularny przydupas Andrea Ferro. Głowy nie urywało, brzmiało dziwnie, ale miało swój urok. Zresztą jak wszystko w czasach, gdy Hell's Kitchen nie kojarzył się jeszcze z wysublimowaną potrawką z ptaka złapanego nad pięknym jeziorem, ozdobionego bażancim piórem i polanego czosnkowym beszamelem. Dlaczego o tym mówię? Ano, Lacuna Coil właśnie wydała dziesiąty album studyjny zatytułowany "Sleepless Empire".
Świat się zmienił, ale muzyka Włochów pozostaje na swoim poziomie - solidne granie, ale dupy nie urywa!
Jedenaście nowych kawałków nagranych, w składzie który zdążył się już wielokrotnie zmienić, choć na włoskim pokładzie pozostają Kryśka, Andrea i Marco Coti Zelati. Dopiero od kilku lat na bębnach zasuwa tu Richard Meiz, zaś nowym gitarzystą jest Daniele Salomone. Ten skład to więc wciąż kobieta i czterech ogierów, spośród których dziś nie wszyscy są Włochami. Przy okazji albumu "Sleepless Empire" ubrali się dość dziwnie, wskakując w krucze dresy i malując się nie gorzej, niż Dimmu Borgir, ale outfit nie ma większego znaczenia. Najważniejsza jest muzyka, wokół której napisano historię o społeczeństwie zdominowanym przez współczesną technologię. Włoska ekipa narzeka na zanik więzi międzyludzkich, stąd też definiuje istnienie śpiącego imperium, jakąś nową formę matrixa, w której przyszło nam żyć u progu trzeciej dekady XXI stulecia.
W sensie muzycznym kapela zrezygnowała z przebojowych numerów. Zawsze w swojej talii miała przynajmniej jeden kawałek, który bez trudu mógłby śmigać w popularnych stacjach radiowych. Co innego, że Lacuna Coil i tak nigdy do polskiego popularnego radia nie trafiła, ale taki utwór na złapanie oddechu, nośny, podszyty rockowymi partiami był wizytówką kolejnych wydawnictw włoskiego zespołu. Tymczasem w wydaniu "Sleepless Empire" grupa brzmi bardziej metalowo, niż to drzewiej bywało. Daje się odczuć złość u Włochów, która została odzwierciedlona na poziomie mocnej sekcji instrumentalnej. Na pewno w kolekcji najbardziej metalowych numerów ważne miejsce będą zajmowały takie tytuły jak "Oxygen", "Scarecrow" oraz "In the Mean Time" (Andrea growwwlll!!!).
Natomiast w powszechnie utrwalone wyobrażenie o tożsamości zespołu świetnie wpisują się numery łączące charakterystyczne gotyckie brzmienie Lacuna Coil z metalowymi partiami instrumentalnymi ("The Siege", "I Wish You Were Dead"). Grupie nie można odmówić umiejętnie budowanego klimatu utworów. Dyskretne partie chórków i efekty dźwiękowe zabierają słuchacza do świata otoczonego aurą półmroku i tajemnicy. Słuchasz tych dźwięków i od razu uświadamiasz sobie, że to Lacuna Coil. Ponadto warto dodać, że upływ czasu nie obowiązuje duetu wokalnego. Zarówno Kryśka, jak i Andrea znajdują się w znakomitej formie. Wszelkiego rodzaju dźwiękowe patenty, elektroniczne przeróbki, porozciągane partie Scabbii, czy też subtelności w jej wykonaniu, dodają właściwego, szlachetnego charakteru nagraniom. Z biegiem lat dziczeje trochę Andrea, który z gardła wyciąga więcej, niż niedźwiedź brunatny, ale takie partie dobrze współbrzmią z piękną Kryśką - zderzenie dwóch światów we włoskim półmroku.
Jeśli już wspomniałem o wokalach, to obecność Randy'ego Blythe'a w utworze "Hosting the Shadow" jest brutalnie niezauważalna. Odważne, groove'owe riffy gitarowe i partie perkusji powinny stanowić ziemię obiecaną dla kapitalnego frontmana Lamb Of God. Tymczasem przeciętny słuchacz dojdzie do wniosku, że z Kryśką w duecie znowu rozgrzewa się Andrea. Najwyraźniej Blythe'owi nie służą gotyckie półmroki. Zresztą drugi gość występujący na płycie, Ash Costello, też jest tak jakby go nie było. Można więc dojść do wniosku, że śpiewanie w trio z Kryśką i Andreą na płycie Lacuna Coil to zajebiście ryzykowny pomysł.
Niestety w jedenastu utworach zawartych na krążku - jak to również bywało w przeszłości zespołu - znajdują się takie, które wlatują jednym uchem, a wylatują drugim. W okolicach utworu tytułowego krążek wchodzi na percepcję przebrzmiałości, tak jakby Lacuna Coil była wężem i właśnie zaczynała zjadać swój własny ogon. Jak bardzo boli niemiłosiernie wlokący się numer "Sleep Paralysis"! Kryśka stara się tu jak może, jej partie potrafią sprawić, że krew tu i tam zaczyna szybciej płynąć, ale nawet ona nie jest w stanie z przeciętnych struktur muzycznych uczynić gotyckiej wieży babel. Myślę więc, że "Sleepless Empire" na pewno można określić solidnym albumem, ale nie jest przełomem w dyskografii zespołu.
7/10
Skład: Cristina Scabbia (w), Andrea Ferro (w), Marco Coti Zelati (b, ik), Richard Meiz (p), Daniele Salomone (g), a także gościnnie Randy Blythe (w), Ash Costello (w)
|
|
Tracklista: 1. The Siege 2. Oxygen 3. Scarecrow 4. Gravity 5. I Wish You Were Dead 6. Hosting the Shadow 7. In Nomine Patris 8. Sleepless Empire 9. Sleep Paralysis 10. In the Mean Time 11. Never Dawn | Kraj: Włochy Produkcja: Marco Coti Zelati Dystrybucja: Century Media Rok wydania: 2025 |
Krótki strzał: Muzyka Włochów pozostaje na swoim poziomie - solidne granie, ale dupy nie urywa!
Piękny Mirek

.jpg)